mapa strony

Zadzwoń aby uzyskać więcej informacji

tel. 22 290 77 01

Jak zbierano metadane w PRL.

Cała Polska żyje odgrzewaną aferą podsłuchową. Pomyślałem więc, że i ja napiszę coś o podsłuchach. A że parę tygodni temu Przywódca Wolnego Świata Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Noblista Barack Obama otrzymał autoryzację od kongresu na dalsze zbieranie informacji o połączeniach telefonicznych swoich obywateli, pomyślałem że opowiem, jak ja, będąc oficerem Służby Bezpieczeństwa, podsłuchiwałem obywateli PRL.

 

Niniejszy artykuł jest autorstwa byłego kapitana Departamentu III Służby Bezpieczeństwa PRL. Autor, publikujący pod pseudonimem “Stary Bezpiek” w SB pracował w latach 1976-1990. W 1990 roku decyzją komisji weryfikacyjnej został uznany za nieposiadającego kwalifikacji do dalszej służby (negatywna weryfikacja), co przekreśliło szanse na resortową emeryturę.

 

p-600x371.jpg

 

Jak wyglądało zakładanie podsłuchu opozycji politycznej w Polsce Ludowej?

Wbrew pozorom nie było to tak proste, jak mogłoby się wydawać. Najłatwiejszy był podsłuch telefoniczny. Na jego instalację potrzebowałem jedynie zgodę Szefa do Spraw Służby. Z grubsza rzecz biorąc w każdym z 49 województw był jeden taki człowiek. Gorzej było z podsłuchem pokojowym. Tu zgodę musiał wyrazić chyba sam minister spraw wewnętrznych. Skąd ta różnica?

 

Jeśli ktoś pomyślał o poszanowaniu prywatności obywateli PRL przez Władzę Ludową, to niestety się myli. Chodziło przede wszystkim o zasoby. Ludzi, czas, pieniądze. Bo żeby założyć podsłuch telefoniczny, wystarczyło udać się do Wydziału “T” (Technika) z odpowiednią zgodą wzmiankowanego Szefa i złożyć odpowiednie zlecenie. A oni już to załatwiali. A jak? Nie mam pojęcia. I nie obchodziło mnie to, bo u nas obowiązywała tajność i nie należało zadawać pytań spoza swojego zakresu zainteresowania. Natomiast zakładanie podsłuchu pokojowego rodziło potrzebę fizycznego wejścia gdzieś w okolicę mieszkania. Jak się dało, to wchodziło się do sąsiada, z legendą “elektryka” czy “gazowni”. Ale jak to miał być jakiś domek, to się robiła duża, kosztowna i ryzykowna operacja. Więc z natury rzeczy zgodę na nią musiał wydawać ktoś postawiony naprawdę wysoko.

 

Właśnie z uwagi na te trudności niemal zawsze kazałem instalować podsłuchy telefoniczne. Ale nie lubiłem tego robić. Czemu? A no temu, że potem trzeba tych taśm słuchać. Słuchać i wyciągać wnioski. A to jest strasznie nudne zajęcie. Dlatego najważniejszą rzeczą było umieć wybrać, co nagrywać. Bo im mniej jest nagrane, tym mniej trzeba słuchać. Ale nawet te “wartościowe” rozmowy brzmiały najczęściej tak:

 

– A tam z tym tam ten to co?
– Aaa… wiesz, nie że ten, ale wiesz, tamten mówi że chyba.
– A ten drugi?
– A !@@#$@#!%$#~!! dupa

 

I to wtedy, jak opozycja demokratyczna nie mówiła szyfrem. Głupie “przywieźli ziemniaki” “Świetnie, zakopcie je w ogródku” sprawiały, że bardzo trudno było nam się domyślić o co chodzi. Dlatego dla mnie zawsze najważniejszy był agent. Ale to dygresja. Wróćmy do zagadnienia “co nagrywać”?

 

Co nagrywać?

 

Opowiem na przykładzie następującej historii. Pewnego razu prowadziłem sprawę takiego jednego figuranta (czyli opozycjonistę, którego miałem na oku). Nie bardzo miałem wokół niego agentów, więc kazałem mu założyć podsłuch telefoniczny. Technikowi, który zajmował się fizyczną stroną zagadnienia wytłumaczyłem mniej więcej, które połączenia mogą być interesujące, a które nie. Z resztą technik sam był doświadczony i wiedział co i jak. Po paru dniach dostałem więc odpowiednie taśmy i spis wszystkich połączeń figuranta.

 

Choć czytelnicy mogą sądzić, że na wzór hollywoodzkich bohaterów rzuciłem się natychmiast na taśmy, w rzeczywistości zapaliłem papierosa i zacząłem przeglądać zapisy połączeń, dziś nazywane bilingami. W zestawieniu moją uwagę przykuł jeden z powtarzających się numerów. Pojawiał się dość rzadko, za to w bardzo różnych porach. Również rozmowy były dość krótkie. Dziwne. Napisałem więc do archiwum, żeby sprawdzili mi co to za numer. Okazało się, że to jakaś… lodziarnia. Coraz bardziej mi to nie pasowało.

 

Poszedłem więc do techników i kazałem im ten numer nagrywać. Bardzo się zdziwili, mówili, że jak dla nich to bez sensu, ale to ja byłem gospodarzem sprawy i musieli się słuchać. Po paru dniach dostałem kolejną porcję nagrań. I faktycznie, z pozoru nic tam niedobrego słychać nie było. Ot, takie tam towarzyskie rozmowy. Jednakże w pewnym momencie padło coś o załatwianiu mleka w proszku. “No to cię mam” – pomyślałem.

 

Bo trzeba sobie uświadomić, że PRL było państwem deficytu. Wszystkiego zawsze brakowało, a zaopatrzenie w mleko w proszku bywało szczególnie trudne, bo z jednej strony potrzebny był matkom (nie było wtedy trwałego mleka UHT), z drugiej wielkim przetwórniom mleczarskim, z trzeciej zaś, drobnym zakładom, w tym właśnie lodziarniom.

 

Wyszedłem wiec z założenia, że nasz lodziarz handluje na boku. A zyski z handlu – rozwijałem dalej swoją paranoję – przeznacza, przynajmniej w części, na działalność opozycyjną. I jeśli nie położę temu kresu, to się lodziarz rozzuchwali i jeszcze zacznie opozycjonistom lokal udostępniać. A do tego dopuścić nie było wolno.

 

Należało przeciwdziałać

 

Przeciwdziałanie, całe szczęście, okazało się bardzo proste. “Zaprosiłem” lodziarza na komendę na rozmowę. Kiedy przyszedł, posadziłem go u siebie w pokoju i spokojnie wytłumaczyłem mu, że:

      Że ja wiem, że prowadzi nielegalny handel mlekiem w proszku

 

      Że wiem, że robi przewały na księgowości

 

    Że domyślam się, że poziom higieny w jego zakładzie mógłby zainteresować SANEPID, szczególnie jeśli to ja poproszę o kontrolę.

 

Wysłuchawszy tego lodziarz zbladł. W naszym wewnętrznym żargonie nazywało się to “skutecznym stworzeniem przyjaznego klimatu do rozmowy“. Jeszcze zanim zdążył wydukać jakieś usprawiedliwienia uśmiechnąłem się i kontynuowałem.

 

W drugiej części mojej wypowiedzi zacząłem go przekonywać, że wiem jeszcze jedną ciekawą rzecz. Że wiem, że kusi go działalność antypaństwowa. I że to jest coś, czego ja wybaczyć nie mogę. I że ja go bardzo serdecznie proszę, żeby zechciał się od takiej działalności powstrzymać. A w zamian za to ja mu solennie obiecuję, że ode mnie Wydział Przestępczości Gospodarczej o jego przewałach się nie dowie. Nie obiecywałem, że się nie dowie. Obiecywałem jedynie, że Służby Bezpieczeństwa, to nie interesuje.

 

Lodziarz wybąkał jakieś zapewnienia i wyszedł na miękkich nogach. Nic mu nie kazałem podpisywać. Nie było potrzeby. Właściwie już wtedy byłem przekonany, że zagadnienie lodziarni jako ewentualnej bazy dla opozycji demokratycznej zostało zdecydowanie i ostatecznie przekreślone.

 

I tak też było w istocie. A skąd wiem? Ano z podsłuchu telefonicznego. Kolejna rozmowa lodziarza z figurantem okazała się najbardziej znacząca. I to nie dlatego, że była szczególnie emocjonalna, ani ze względu na użyte w niej wyrazy, których nie śmiem tu powtarzać. Była najbardziej znacząca dlatego, że była ostatnią telefoniczną rozmową tych dwóch osób. A mi o nic więcej w tej sprawie nie chodziło.

 

Morał

 

Mam nadzieję, że w historii tej pokazałem, jak ważne są “metadane”, a wiec dane o tym kto, do kogo i kiedy dzwonił. Więc gdy słyszą Państwo, że USA zbierają “tylko” metadane, proszę nie dać się uspokoić. To właśnie one są najważniejsze. Ale żeby były użyteczne, konieczna jest umiejętność inteligentnej analizy tych danych. W SB źródłem inteligencji byliśmy my – funkcjonariusze. Stany Zjednoczone natomiast, nie wiedzieć czemu, muszą posiłkować się inteligencją sztuczną.

 
Niniejszy artykuł jest autorstwa byłego kapitana Departamentu III Służby Bezpieczeństwa PRL. Autor, publikujący pod pseudonimem “Stary Bezpiek” w SB pracował w latach 1976-1990. W 1990 roku decyzją komisji weryfikacyjnej został uznany za nieposiadającego kwalifikacji do dalszej służby (negatywna weryfikacja), co przekreśliło szanse na resortową emeryturę.
 
 
Żródło:
Niebezpiecznik.pl
 
Opiekun Informatyczny.pl Sp. z o.o.
Ousourcing IT dla firm
ul. Napierskiego (Wesoła) 6 lok. 2
05-075 Warszawa,

Newsletter

Zapisz się do newslettera by
otrzymywać od nas świeże wiadomości!

 

Copyright © 2018 OpiekunInformatyczny.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone